Pięć dni w Kgalagadi — piasek, lwy, bez ogrodzeń
Piasek jest czerwony, a niebo jest bardzo duże
Kgalagadi Transfrontier Park leży w Prowincji Północnej Przylądkowej na granicy RPA i Botswany, 960 kilometrów od Kapsztadu i 1000 od Johannesburga. Zajmuje 38 000 kilometrów kwadratowych półsuchej Kalahari — czerwone wydmy, rzadkie akacje wielbłądzie, dwa skamieniałe koryta rzek Auob i Nossob, wzdłuż których biegną główne drogi parku, i niebo, które jest naprawdę, przytłaczająco, ogromnymi w sposób, w jaki nie jest w nizinnym lesie Kruger ani w kapsztadzkich górach.
Wyjechaliśmy z Kapsztadu we wrześniu 2023 roku, wiosną w Prowincji Północnej Przylądkowej i na początku sezonu kwiatów w Namaqualand na zachodzie. Dojazd zajmuje jedenaście do dwunastu godzin, co wymaga albo całodniowej jazdy, albo noclegu w Upington — dużym mieście Prowincji Północnej Przylądkowej, będącym ostatnim porządnym punktem zaopatrzenia przed parkiem. Zatrzymaliśmy się w Upington.
Najpierw realia praktyczne
Kgalagadi wymaga 4x4 na drogach wewnętrznych. Główna droga rzeki Auob jest gruntowym piaskiem dostępnym dla pojazdów z dużym prześwitem w sezonie suchym, ale wiele dróg pętlowych — w tym trasy 4x4-only Wilderness Trails, będące najbardziej spektakularnymi sekcjami — wymaga naprawdę napędowych wszystkich kół i spuszczonych opon. Wynajęliśmy specjalnie na ten wyjazd Toyotę Land Cruiser 70.
Paliwo jest dostępne w Twee Rivieren (główny obóz przy wejściu, strona południowoafrykańska) i w Mata-Mata przy Auob. Obóz Nossob przy granicy Botswany ma paliwo, ale dostawy są zawodne. Wieź zapas w zatwierdzonych pojemnikach. Drogi wewnętrzne mogą zostawić cię 100 kilometrów od następnego paliwa bez zasięgu i bez innych pojazdów w zasięgu wzroku. To nie jest hipoteza.
Zakwaterowanie musi być zarezerwowane z wyprzedzeniem. SANParks prowadzi obozy Twee Rivieren, Mata-Mata i Nossob, a także serię dzikich obozów — mniejszych, bardziej odległych, z mniejszą liczbą udogodnień — wymagających rezerwacji z wielomiesięcznym wyprzedzeniem w szczycie sezonu. Wrzesień to szczyt sezonu. Rezerwowaliśmy w marcu na wrzesień.
Lwy Auob
Lwy Kgalagadi różnią się charakterem od lwów Kruger w sposób zauważalny, a nie subtelny. Są przyzwyczajone do mniejszej liczby pojazdów, mniej oswojone z ludzką obecnością i zachowują się z większą ostrożnością — co oznacza, że trudniej je znaleźć, ale ciekawiej obserwować, gdy już się je znajdzie.
Drugiego dnia wcześnie rano natknęliśmy się na koalicję dwóch młodych samców idących grzbietem czerwonej wydmy na równinie zalewowej Auob. Jeszcze nie jadły — krok był celowy, głowa nisko noszona — i poruszały się równolegle do biegu rzeki w kierunku stada gemsboka, które minęliśmy piętnaście minut wcześniej. Podjechaliśmy do przodu i zaparkowaliśmy. Wyłączyliśmy silnik.
Lwy przeszły przez grzbiet wydmy pięćdziesiąt metrów od samochodu, zobaczyły gemsbok i zatrzymały się. Młodszy samiec obniżył ciało. Stado gemsboka ruszyło. Lwy podeszły bliżej. Polowanie trwało dwadzieścia dwa minuty. Nie powiodło się — gemsbok rozproszył się pod wiatr, zanim samiec mógł zbliżyć się na odległość sprintu — i lwy usiadły w piasku, patrząc na horyzont z właściwym tylko zwierzętom, które właśnie zmarnowały dużo energii i nie uzyskały niczego, wyrazem twarzy.
Widzieliśmy lwy przez cztery z pięciu dni. To nie jest niezwykłe w Kgalagadi w suchym sezonie, gdy koryta rzek są jedynymi niezawodnymi źródłami wody i drapieżniki się przy nich koncentrują.
To, co poszło nie tak
Trzeciego dnia, dojeżdżając do Nossob z Auob drogą wewnętrzną, przejechaliśmy przez odcinek miękkiego piasku, który nocna rosa uczyniła jeszcze miększym, i zjechaliśmy ze szlaku na wydmę. Pojazd stanął z kadłubem na piasku, z wszystkimi czterema kołami kręcącymi się. Jest z tego wybrniecie przy użyciu desek piaskowych — które mieliśmy — i przy cierpliwości i redukcji ciśnienia opon. Zajęło to dwie godziny i pomoc innego pojazdu, który nadjechał czterdzieści minut po rozpoczęciu wydobywania — niemiecka rodzina w Land Roverze z drugą deską piaskową, która czekała z fachowym spokojem, aż się wydostaniemy.
Wniosek jest prosty i ten sam za każdym razem: jeśli piasek wygląda inaczej niż nawierzchnia, po której jechałeś, sprawdź go pieszo, zanim zaryzykujesz pojazd. Nie sprawdziliśmy. Piasek był inny. To standardowy błąd w Kgalagadi i można z niego wyjść z odpowiednim sprzętem, ale nie bez znacznego kosztu czasu.
Co daje Kgalagadi
Szczególna jakość Kgalagadi, której nie da się odtworzyć nigdzie indziej w RPA, to nieobecność. Nie ma obozów z basenami i menu kolacyjnym. Nie ma lotów helikopterem i spa. Nie ma zasięgu w większości parku. Nie ma kolejki przy bramie, bo park jest tak daleko od jakiegokolwiek miasta, że przyjeżdżający tu naprawdę się do tego zobowiązali. Przez trzy dni na drodze Nossob policzyliśmy sześć innych pojazdów.
Stada gemsboka, lwy Kalahari o czarnej grzywie (czarna grzywa to cecha podgatunkowa specyficzna dla populacji Kalahari), lisice uszate przy norach o zmierzchu, dropie białobrzuche spacerujące po otwartych piaskach — te rzeczy istnieją tutaj w koncentracji, bo Kgalagadi jest wystarczająco odległe, że zwykła południowoafrykańska branża turystyczna nie dotarła tu w pełni. To się zmieni. Jedź, dopóki jest jeszcze tak cicho.