Tydzień śladami apartheidu — Soweto, wzgórze Konstytucji, Robben Island
Niektóre miejsca wymagają więcej czasu, niż zaplanowałeś
Zaplanowaliśmy cztery dni na szlak historyczny — dwa w Johannesburgu, jeden na przejazd do Kapsztadu, jeden na Robben Island — i spędziliśmy sześć. Tak nie miało być. Drugiego ranka w Johannesburgu, po wizycie w Muzeum Apartheidu, siedzieliśmy przez czterdzieści minut na parkingu, nie robiąc właściwie niczego. Żadne z nas nie płakało wprost, ale żadne też nie mogło powiedzieć, że nie płacze. Zmieniliśmy plan.
Szlak dziedzictwa apartheidu w RPA jest niepodobny do żadnego innego doświadczenia historyczno-turystycznego, jakie znamy. Muzea i miejsca pamięci nie są reliktem zamkniętego okresu — dokumentują zdarzenia z pamięci żywych ludzi, w kraju, gdzie w ciągu jednego tygodnia można spotkać osoby osadzone niegdyś w więzieniu Number Four na wzgórzu Konstytucji, rodziny, które przeżyły powstanie w Soweto, i byłych więźniów politycznych, którzy teraz oprowadzają grupy po Robben Island. To nie jest interpretacja historii. To jej bezpośrednia kontynuacja.
Muzeum Apartheidu, Johannesburg
Muzeum Apartheidu mieści się przy kompleksie Gold Reef City na południe od Johannesburga — to dziwny adres dla jednego z najważniejszych muzeów Afryki. Obok działa wesołe miasteczko i tego ranka, kiedy byliśmy, trzysta metrów dalej z entuzjazmem działał rollercoaster.
Samo muzeum jest zaprojektowane z rozmysłem, żeby dezorientować. Wchodzi się przez osobne bramki oznaczone “European” i “Non-European”, przydzielane losowo przy kasie. Wchodzisz jako osoba sklasyfikowana jako biała albo niebiała i pierwsze sale, przez które przechodzisz, są różne. System klasyfikacji — rasa i arbitralny biurokratyczny mechanizm jej egzekwowania — to pierwszy temat muzeum, zanim przechodzi ono do historii oporu wobec tego systemu.
Spędziliśmy tam cztery godziny. To normalne — muzeum jest zbyt bogate, żeby je skompresować. Sekcja o procesie w Rivonii, zdjęcia z masakry w Sharpeville, film o powstaniu w Soweto, profile działaczy przetrzymywanych na mocy artykułu 29. ustawy o bezpieczeństwie wewnętrznym (areszt bez wyroku, odnawialny bezterminowo) — to nie są pobieżne wystawy. Wymagają czasu i na niego zasługują.
Wciągająca wycieczka po Muzeum Apartheidu z przewodnikiem zapewnia kogoś, kto kontekstualizuje eksponaty i odpowiada na pytania, których tekst przy gablotach nie rozwieje. Gdybyśmy wracali, wybralibyśmy tę opcję — samodzielna zwiedzanie jest doskonałe, ale przewodnik zmienia to, z czym wychodzisz.
Wzgórze Konstytucji, Johannesburg
Wzgórze Konstytucji było do 1983 roku kompleksem Starego Fortu — więzienia, w którym przebywali m.in. Nelson Mandela i Mahatma Gandhi, a przez całe dziesięciolecia apartheidu — setki tysięcy Czarnych i kolorowych Południowoafrykańczyków. Dokumentacja warunków jest szczegółowa i imienno-osobowa. Budynek Number Four — sekcja dla czarnych więźniów płci męskiej — jest częściowo zachowany; wycieczka wchodzi do cel, które mieściły kilku ludzi w przestrzeni zaprojektowanej dla jednej osoby.
Sąd Konstytucyjny RPA mieści się teraz na miejscu dawnego więzienia kobiecego. Wejście do gmachu sądu zawiera cegły z rozebranych murów więziennych, kolekcja sztuki pochodzi od artystów z całego kraju, a galeria dla publiczności jest otwarta bez rezerwacji, gdy sąd nie obraduje.
Zestawienie — miejsca odosobnienia i miejsca praw konstytucyjnych na tym samym terenie — nie jest ani przypadkowe, ani subtelne. To najbardziej architektonicznie i politycznie warstwowe miejsce pamięci w RPA. Spędziliśmy trzy godziny i żałowaliśmy, że nie więcej.
Całodniowa wycieczka po wzgórzu Konstytucji i Muzeum Apartheidu łączy oba miejsca w jednej sesji — sprawna logistycznie, ale może pozostawić poczucie niedosytu czasu na wzgórzu Konstytucji.
Soweto: ulica Vilakazi i Muzeum Hectora Pietersena
Soweto zasługuje na własny dzień. Muzeum Hectora Pietersena — nazwane na cześć pierwszego dziecka zabitego podczas powstania w Soweto w 1976 roku — stoi na ulicy, gdzie powstanie się zaczęło. Mieści fotografię Sama Nzimy: umierający trzynastoletni Hector Pieterson niesiony przez starszego ucznia, obok biegnie jego siostra. Zdjęcie to stało się najbardziej reprodukowanym obrazem oporu przeciw apartheidowi na świecie.
Samo muzeum jest małe i druzgocące. Zawiera relacje ustne uczestników powstania, osobiste przedmioty zabitych i dokumentację tego, jak protest uczniów przeciwko afrikaans jako językowi nauczania stał się punktem zwrotnym ruchu oporu. Przez pierwszych dwadzieścia minut byliśmy tam jedynymi gośćmi, potem przyjechała szkolna wycieczka z Soweto — nie turyści, lokalna szkoła — i nauczyciele prowadzili uczniów przez ekspozycję ze specyficznym tonem ludzi pokazujących dzieciom najważniejszą rzecz o miejscu, w którym żyją.
Ulica Vilakazi, dwie minuty spacerem od muzeum, mieści Dom-Muzeum Mandeli i dom, w którym mieszkał Desmond Tutu — jedyna ulica na świecie, przy której mieszkało dwóch laureatów Pokojowej Nagrody Nobla.
Robben Island
Robben Island wymaga całego dnia: prom z V&A Waterfront płynie około trzydziestu minut w każdą stronę, wycieczki na wyspie trwają od dwóch do dwóch i pół godziny, a cały obrót zajmuje pięć do sześciu godzin z czasem oczekiwania. Rezerwuj z wyprzedzeniem — znacznie wcześniej w wakacje szkolne. Wyspa działa w systemie limitów przepustowości i bilety rozchodzą się na tygodnie przed wizytą.
Wycieczkę prowadzi były więzień polityczny. Nasz przewodnik odsiedział siedem lat na wyspie w latach osiemdziesiątych i zaprowadził nas do swojej celi w oddziale B. Stał w drzwiach przestrzeni mniej więcej dwa na dwa metry i mówił o wymiarach, jednym kocu niezależnie od pory roku, systemie przywilejów regulującym prawo do nauki i o tym, że Mandela był więziony w oddziale D, w nieco większej celi — bo dyrekcja więzienia uznała, że dłuższy wyrok wymaga innych warunków.
To jest ta konkretna rzecz w Robben Island, której nie da się zastąpić filmem ani książką: bycie w tej fizycznej przestrzeni z osobą, która w tej przestrzeni była, jest czymś innym. Nie jest komfortowe. Nie powinno być.