Sani Pass pożyczoną Fortuner
Problemem nie jest droga. Problemem jest umowa najmu.
Sani Pass — górska droga łącząca podgórze KwaZulu-Natal u podnóża Drakensbergu z płaskowyżem Lesotho na wysokości 2874 metrów n.p.m. — w suchy marcowy dzień naprawdę nie jest taki trudny. Droga ma dziewięć kilometrów wyrównanego żwiru i luźnych kamieni ze spadkami sięgającymi trzydziestu procent w niektórych odcinkach, wymagającymi włączonego napędu na cztery koła od południowoafrykańskiego przejścia granicznego do szczytu. Nawierzchnia jest utrzymywana przez rząd Lesotho — który utrzymuje ją tak, jak rząd z ograniczonym sprzętem ziemnym i pokaźną górą do utrzymania. Jest chropowata, jest stroma i okresowo eroduje po deszczu.
To, z czym większość odwiedzających spotyka się jako główna komplikacja Sani Pass, to nie droga. To umowa najmu samochodu. Standardowe auta z południowoafrykańskich wypożyczalni zabraniają wjazdu do Lesotho bez wcześniejszego zezwolenia — niektóre firmy pobierają ZAR 1000–1500 za pozwolenie transgraniczne na każdą granicę. Większość umów najmu zabrania też jazdy po drogach nieutwardzonych, co sprawia, że Sani Pass jest podwójnie problematyczny dla kogokolwiek w konwencjonalnym aucie z wypożyczalni. Drobny druk ma tu ogromne znaczenie.
Jechaliśmy pożyczoną Toyotą Fortuner od znajomych mieszkających w Underberg, małym mieście u podnóża przełęczy. Fortuner to SUV średniej wielkości na ramie ciężarówki z ręcznie wybieranym przekładnią redukcyjną 4×4. To nadmiar możliwości jak na Sani Pass w dobry dzień i dokładnie właściwy dobór w zły dzień. Pojechaliśmy na górę na początku marca, co technicznie jest jesienią na półkuli południowej i oznacza, że Drakensberg jest w posezonowej porze deszczowej: trawa na wysokich stokach była zielona, a szczyty ginęły w chmurach od południa.
Strona południowoafrykańska: Himeville do pierwszego przejścia granicznego
Dojazd z Underberg przez Himeville do przejścia granicznego Sani Pass to pięćdziesięciokilometrowa jazda po mieszaninie asfaltowych i żwirowych dróg. Odcinek asfaltowy biegnie do jakichś dwudziestu kilometrów przed Himeville; reszta to dobrze utrzymany żwir przez tereny farmerskie i małe gospodarstwa. Południowoafrykański punkt graniczny leży u podnóża wspinaczki, na wysokości około 1550 metrów n.p.m. Procedury zajmują pięć do piętnastu minut w zależności od kolejki.
Między południowoafrykańskim a lesotyjskim posterunkiem granicznym na szczycie nie ma zasięgu telefonu, paliwa, pogotowia ratowniczego dostępnego w ciągu godziny ani drogi szerszej niż na jeden pojazd na większości odcinków z miejscami wymijania w nieregularnych odstępach. Jeśli masz problem mechaniczny na właściwym Sani Pass — czekasz, aż przyjedzie inny pojazd i wynegocjujesz pomoc.
Wspinaczka: czego naprawdę wymaga
Włącz napęd na cztery koła z biegiem redukcyjnym przed pierwszym dużym zakrętem. Nachylenie znacząco rośnie w środkowym odcinku. Naliczyliśmy dziewięć głównych zakrętów; przewodniki podają siedem do ośmiu, co sugeruje, że liczenie zależy od tego, co kwalifikuje się jako pełny zakręt a co jako ostry łuk. Niektóre odcinki są na tyle wąskie, że pojazd nadjeżdżający z naprzeciwka wymaga, żeby jedna strona cofnęła się do miejsca wymijania — co przy trzydziestoprocentowym nachyleniu na luźnych kamieniach jest ćwiczeniem z odwagi.
Najtrudniejszy punkt — mniej więcej dwie trzecie drogi w górę — to seria skalnych stopni, gdzie trasa erodowała do odsłoniętego kamienia. Fortuner przeszła je łatwo. Sedan miałby podwozie na skale.
Na drodze widzieliśmy dwa pojazdy. Oba schodziły — jednodniowi turyści, którzy zdobyli szczyt i wracali do KZN. Jeden to Land Cruiser 200 z rejestracjami Gauteng. Drugi to Hilux z lesotyjską tablicą, jadący szybko w sposób sugerujący znajomość trasy, której my nie mieliśmy. Zjechaliśmy na szersze miejsce. Hilux minął z odległością jakichś trzydziestu centymetrów.
Szczyt: Sani Top i pub
Lesotyjski punkt graniczny na szczycie przetwarza dokumenty mniej więcej w tym samym czasie co punkt południowoafrykański. Sani Mountain Lodge — połączenie krytych strzechą chat, restauracji i słynnego pubu Sani Top, który reklamuje się jako najwyższy pub w Afryce (2874 m n.p.m.) — leży pięć minut od przejścia granicznego.
Na początku marca byliśmy jedynymi gośćmi w lodge na lunchu. W kominku pubu paliło się ognisko — wysokość sprawia, że wczesny marzec jest naprawdę zimny, pewnie sześć lub siedem stopni z efektem chłodzenia przez wiatr — a piwo to Maluti, narodowy lager Lesotho. Widok z tarasu, w dni gdy chmury nie zamykają wszystkiego, biegnie bezpośrednio w dół przełęczy na śródgórze KwaZulu-Natal kilka tysięcy metrów niżej.
Lodge organizuje prowadzone spacery na płaskowyż ze szczytu. Spędziliśmy dwie godziny idąc w kierunku drogi do Semonkong — płaskowyż Lesotho to otwarty, pofalowany wyżynny krajobraz z bazaltowymi łąkami, zagrodami wiosek Basotho i ciszą odrębną od jakiejkolwiek innej ciszy w Afryce Południowej, bo ma w sobie wysokość.
Jeśli nie chcesz prowadzić samodzielnie
Alternatywą dla self-drive’u jest prowadzona wycieczka 4×4 z Underberg lub Durbanu, która daje komuś innemu kontrolę nad pojazdem i nawigacją. Prowadzone jednodniowe wycieczki przez Sani Pass z Underberg są dobrze zorganizowane i obejmują formalności graniczne, lunch w Sani Top i czas na płaskowyżu. Wadą jest format grupowy i stały harmonogram. Zaletą — brak konieczności myślenia o drodze.
Jednodniowe wycieczki przez Sani Pass z Durbanu wymagają dłuższego transferu (dwie do dwóch i pół godziny w każdą stronę), ale pozwalają odwiedzającym nocującym w Durbanie lub wzdłuż wybrzeża KZN zrobić tę wycieczkę bez zmiany bazy.
Co ta wycieczka dała
Sani Pass warta jest wysiłku konkretnie dlatego, że zostawia cię w kraju i krajobrazie niepodobnym do niczego innego w Afryce Południowej. Płaskowyż Lesotho pod koniec lata jest wysoki, zielony, zimny i zamieszkany przez ludność żyjącą w warunkach prawdziwej izolacji od infrastruktury otaczających nizin. Konie noszące ludzi między wioskami to Basotho ponies, specyficzna rasa wyhodowana na wysokość i teren, i są wszędzie na drodze na płaskowyżu: mężczyzna z chłopcem na dwóch koniach przekraczających grzbiet ponad lodge Sani Top, poruszający się w tempie marszu, zupełnie bez pośpiechu, z horyzontem za nimi na sześciu tysiącach stóp.